Muszę schudnąć

Jakiś czas temu koleżanka w pracy upomniała mnie, że coś zaczęłam przybierać na wadze. W żadnym wypadku nie była to żadna złośliwość, tylko raczej forma ostrzeżenia, żebym nie popełniała jej błędu. Ta firma jest po prostu powiększająca rozmiary pracowników. My raczej sporadycznie przynosimy słodycze do pracy, aby poczęstować innych. Raczej to odwiedzający nas starzy klienci podrzucają słodyczki.

A pupcia rośnie...

Faktycznie mam problem by się oprzeć takim pokusom jak słodycze. Ja po prostu je kocham i jestem totalnie uzależniona! 😆

Całe życie była to moja forma odskoczni, uspokojenia. Pocieszałam się nimi i skończyłam z otyłością. I tak sobie żyłam jak mała kulka. Na co przecież mogłam narzekać? Że mój wygląd jest okropny? E tam! Mam męża, dziecko, to olać wygląd. Może opisywanie jak wyszłam z otyłości to dłuższa historia na inny czas, natomiast teraz skupmy się na minionych dwóch tygodniach.

Ustaliłam sama ze sobą, że nie jem nic przed godziną 12 ani nic po godzinie 18. Czy się udało? No różnie. Czy to pomaga? Bardzo. Odcina śniadanie więc kończyłam z dwoma posiłkami w ciągu dnia. Jedzenie w porze lunchu to była głównie kasza gryczana z różnymi warzywami, czasami mięsem. Trzymało mnie to dość długo. Zazwyczaj kończę pracę o 16 a zanim dojadę do domu to jest jakaś 16:30 i zanim zrobię obiad to była jakaś 17:30 jak siadaliśmy do gotowego posiłku. I tak mijał czas okna żywieniowego. w około 2 tygodnie schudłam 3kg. Przy insulinooporności i PCOS to całkiem spory sukces. Czasem wiadomo, że po obiadku wjechał jakiś herbatnik czy coś drobnego, ale wyrzuty sumienia nie dają mi żyć.

Nakierowałam umysł na odchudzanie i mega walczę ze sobą, aby zmieniać nawyki żywieniowe na znacznie zdrowsze.

Minusem było to, że zrobiłam serniczek w ten weekend i nie trzymałam się okna żywieniowego. +0,6kg. Do baniiii! Za to serniczek był wybitny ! Właśnie dzwoniłam do znajomych, żeby na ten tychmiast przyjechali i go sobie zabrali. A niech zabiorą z moich oczu i barków te przepyszne kalorie 😍

Na dzień dzisiejszy mam zrzucone 3.1kg i idziemy powolutku dalej. Jeszcze 10kg 😂😅😆

Co do takich żywieniowych celów to walczę o to, żeby mieć minimum 60g białka w ciągu dnia i około 20g błonnika i bardzo się staram dużo pić wody. Nie piję raczej kalorii w płynie. Woda, czarna kawa i herbata. Wspomagam się wegańskim białkiem w proszku ze względów smakowych i nietolerancyjno laktozowych 😂 i takimi nasionkami babki płesznik i babki jajowatej. Walczę okrutnie aby nie podjadać i uciekam z miejsc gdzie słodycze są widoczne. W pracy nauczyłam się je totalnie olewać i nie dotykam ich kompletnie, natomiast w domu jest gorzej. Ale też walczę. Będzie update za jakiś czas czy mi poszło czy poległam. Z ćwiczeń to spacery, Madfit, stepper i rower. Myślę o przyszłości poniekąd. Chciałabym bez problemu wejść po schodach na starość i żeby Henry Cavill puścił do mnie oczko 😆

Och ten przystojny wiedźmin. 😍 Dla niego to i deskę poćwiczę, chociaż moje mięśnie brzucha wołają o pomstę do nieba a mój wałeczek ulega znacznej grawitacji i zaraz zacznę się o niego potykać. Koniecznie trzeba mieć taką figurę, żeby nie było siary sobie z nim foteczki zrobić kiedyś. Co prawda to marzenia ściętej głowy, no ale nieznane są przekorności losu 😍

Idę ćwiczyć patrząc na niego jak walczy z potworami! BYWAJCIE! 😂

Komentarze

Ładuję komentarze…